tyle się działo, że jakoś nie miałem ochoty na pisanie, a i czasu znaleźć nie mogłem
po kolei
jaśka przyszła dość szybko, moja radość była wielka, bo w końcu wkroczę w ten zamknięty świat który nie jest dostępny dla większości normalnych pstrykaczy
jednak okazało się że moja radość trwać długo nie będzie, jaśka wymaga remontu, drobnego ale jednak. niby nic szczególnego, ale trzeba wymienić, a raczej wkleić nowe gąbki uszczelniające w klapie. do tego trzeba wyregulować migawkę, bo na czasach od 1/4 w cale pracować nie chce, pomijam kwestie że z pozostałymi czasami może tez nie być ciekawie. tak czy siak jaśka wczoraj pojechała ze mną do wawy i została u Pana ....... ( nie chce mi się szukać teraz papierka, ale została na grzybowskiej 5 ) ok no wszystko fajnie tylko trzeba jeszcze zapłacić 240 ziko. czasem żałuję że nie poczekałem troszkę bo niebawem pojawiła się mamiya c330 z wymienną optyką, jedyny taki aparat wśród tlr'ów. dodatkowo chyba miała komplet obiektywów, ale prawda jest taka iż nie wiadomo czy ona tak samo nie musiała by jechać na serwis. to są stare aparaty i czasem wymagają drobnych regulacji i smarowania. zawsze jednak pozostaje mi możliwość sprzedania jaśki, a mając papier z serwisu jej wartość nieco wzrośnie. ale czy ją sprzedam? nie sądzę, choćby dla tego że mi się podoba, choćby dla tego że w miedzy czasie czekając na wypłatę rozglądałem sie za jakimś senym lubitelem 166, za startem 66, tak by postawić na półce ( której notabene jeszcze nie ma ) obok moich zenitowych zbiorów.
wszystko było dobrze, ale pewien drobny niepotrzebny epizod związany z moim "szczęściem" którego tłumaczył nie będę. oderwanych parę dni i zwolnienie lekarskie na tydzień, a na tym się nie skończy. teraz naprawdę potrzebuję czasu, a ten czas który dostanę naprawdę mi się przyda.
w miedzy czasie, byłem z Tomkiem na rybkach, tak rybkach, bo udało się jedną jadalną płoć złapać, reszta to maluszki, z których 2 poleciały na żywca, gdyż Tomek, zauważył jakieś większe poruszenie i postanowił spróbować, a nóż widelec jakiś szczupak się załapie. ja sam wyciągnąłem kilka płotek, możne z 5, do tego zerwałem dwa zestawy przypon haczyk w zaroślach, jeden nawet z rybką, tez mała. ogólnie miło było, ale szkoda ze nic nie brało tak jak powinno.
cały czas dumamy kiedy by tu znów pojechać. mieliśmy jechać wczoraj razem z jego bratem, ale brat się rozmyślił, a ja wróciłem dość późno z wawy, a oni jednak pojechali, ale jedyne co łowili to butelki z piwem. dziś też raczej nie pojedziemy, bo jutro pojadę do wawy, wiec po nie przespanej nocy raczej będzie mi średnio jechać, ale zobaczymy, bo jednak mam ochotę, ale nie w weekend, kiedy jest pełno innych moczykijów, tylko żeby ryba brała.
8 miesięcy temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz